piątek, 1 marca 2013

W-F na boisku, czy masakra nie do ogarnięcia? 2013-03-01

Drogi pamiętniczku! Każdy mi mówi: ,,Czym się przejmujesz? PIĄTEK JEST, KURDE!" Nie wiem, co ci ludzie sobie myślą. Zaczynam się troszeczkę przejmować wszystkim: Moim bocznym skrzywieniem kręgosłupa, tym, że jestem najgrubszym człowiekiem w klasie, że pokłóciłam się, z Roksaną(moją najlepszą przyjaciółką(właściwie, teraz to ex przyjaciółką)), i tych zmartwień to było jeszcze więcej, po dzisiejszym w-fie:
Poszliśmy na w-fie na boisko, najpierw była tradycyjnie rozgrzewka, później graliśmy w.... 'ręczną'! My w szkole mamy dwa boiska, jedno ogromne, drugie...malutkie. Dziewczyny mogły sobie wybrać grę i chłopcy też mogli sobie wybrać. Dziewczyny chciały grać oczywiście w ręczną(szczerze: Ja też wyrażałam pewnego rodzaju entuzjazm). Chłopcy chcieli grać w 'nogę'. Dziewczyny na małym boisku, chłopcy na dużym boisku. Mikołaj (mówiłam ci Pamiętniczku, który to koleżka) i Adrian(o nim też ci mówiłam) grali z nami w ręczną.
W drużynie w której ja byłam, byli: Milena (najlepsza przyjaciółka) i Mikołaj. W drużynie przeciwnej byli: Amelia (najlepsza przyjaciółka), Weronika (klasowa sportsmenka) i Adrian. Moja drużyna nie miała najmniejszych szans. Ale.... wynik mnie zaskoczył: 04 do 06! Byłam szczęśliwa!





Natalia
2013-03-01

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz